CIS Bydgoszcz

CIS myśli

Na zakręcie

Agnieszka Osiecka

Dobrze się pan czuje?
To świetnie,
Właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok
Jak w marszu

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Moje prawo to jest pańskie lewo
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
A ja - rozdarte drzewo

Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Ode mnie widać niebo pokrzywione
Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół
Pan kocha swoją żonę

Pora wracać, bo papieros zgaśnie
Niedługo, proszę pana, będzie rano
Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie
A robotnicy wstaną

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Migają światła rozmaitych możliwości
Pan mówi: basta, pauza, pat
I pan mi nie zazdrości

Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie
Niedługo, pan to czuje, będzie rano
Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie
A robotnicy wstaną

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Choć gdybym chciała - bym się urządziła
Już widzę: pieska, bieska, stół
Wystarczy, żebym była miła

Pan był także, proszę pana, na zakręcie,
Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia
I pan haruje, proszę pana, jak ten wół
A moje życie się kolebie niby balia

Pora wracać, już śpiewają zięby
Niedługo, proszę pana, będzie rano
Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby
Nim robotnicy wstaną

Pamiętacie?
Krystyna Janda. Jej wykonanie. Był kiedyś...ja jeszcze pamiętam, piękny recital piosenek Agnieszki Osieckiej, chyba 3, 4 lata po Jej śmierci?, w Opolu, 97 rok, chyba jakoś tak... Zielono mi.
Agnieszka Osiecka. Wielka poetka. Tekściarka. Pamiętnikarka? Pisarka. Wielka Postać polskiej literatury, poezji.
Poetka, która...potrafiła, umiała oddać to, co...Najważniejsze. Relacje. Miłość. Tęsknotę. Marzenia. Rzeczywistość. Trudne chwilę...kryzys, odrzucenie?

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Moje prawo to jest pańskie lewo
(...)

Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Ode mnie widać niebo pokrzywione
(...)

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Migają światła rozmaitych możliwości
(...)

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Choć gdybym chciała - bym się urządziła
(…)

Pan był także, proszę pana, na zakręcie,
Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia
I pan haruje, proszę pana, jak ten wół
A moje życie się kolebie niby balia

Każdy ma swój Zakręt. Każdy...miewa Kryzys. Trudny Czas. Każdy był...będzie?...kiedyś na Zakręcie.

Edycja „60” na ostatniej Inauguracji przygotowała przedstawienie artystyczne pt.: „Witajcie w naszej bajce”. Clou przedstawienia była piosenka Agnieszki Osieckiej „Na zakręcie”.
To nas zainspirowało do nowego konkursu w ramach cis.artystycznie.
Spójrz na plakat. Napisz. Piosenkę. Wiersz. Tekst.
Narysuj. Namaluj. Zrób collage? Podziel się sobą…
Spróbuj podzielić się... Twoim zakrętem.

I jeszcze jedno...chyba gdzieś zawsze…migają światła rozmaitych możliwości? :))

Andrzej Jankowski
Dyrektor CIS

Przemówienie  Mariana Turskiego, byłego więźnia Auschwitz, wygłoszone podczas uroczystości z okazji 75 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau.

Szanowni zgromadzeni, przyjaciele, jestem jednym z tych jeszcze żyjących i nielicznych, którzy byli w tym miejscu niemal do ostatniej chwili przed wyzwoleniem. 18 stycznia zaczęła się moja tzw. ewakuacja z obozu Auschwitz, która po sześciu i pół dniach okazała się Marszem Śmierci dla więcej niż połowy moich współwięźniów. Byliśmy razem w kolumnie 600-osobowej. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie doczekam już następnego jubileuszu. Takie są ludzkie prawa.

Dlatego wybaczcie mi, że w tym, co będę mówił, będzie trochę wzruszenia. Oto co chciałbym powiedzieć przede wszystkim mojej córce, mojej wnuczce, której dziękuję, że jest tu na sali, mojemu wnukowi: chodzi mi o tych, którzy są rówieśnikami mojej córki, moich wnuków, a więc o nowe pokolenie, zwłaszcza najmłodsze, zupełnie najmłodsze, młodsze nawet od nich.

Kiedy wybuchła wojna światowa, byłem nastolatkiem. Mój ojciec był żołnierzem i został ciężko postrzelony w płuca. To był dramat dla naszej rodziny. Moja matka pochodziła z pogranicza polsko-litewsko-białoruskiego, tam armie się przewalały, tam i nazad łupiły, grabiły, gwałciły, paliły wioski, żeby nie zostawić nic tym, którzy przyjdą po nich. A więc można powiedzieć, że wiedziałem z pierwszej ręki, od ojca i od matki, co to jest wojna. Ale mimo wszystko, chociaż to było tylko 20, 25 lat, wydawało się to tak odległe jak polskie powstania XIX w., jak rewolucja francuska.

Kiedy dzisiaj spotykam się z młodymi, zdaję sobie sprawę, że po 75 latach wydają się troszkę znużeni tym tematem: i wojna, i Holokaust, i Shoah, i ludobójstwo. Rozumiem ich. Dlatego obiecuję wam, młodzi, że nie będę opowiadał wam o moich cierpieniach. Nie będę wam opowiadał o moich przeżyciach, moich dwóch Marszach Śmierci, o tym, jak kończyłem wojnę, ważąc 32 kilogramy, na skraju wyczerpania i życia. Nie będę opowiadał o czymś, co było najgorsze, czyli o tragedii rozstania z najbliższymi, kiedy po selekcji przeczuwasz, co ich czeka. Nie, nie będę o tym mówił. Chciałbym z pokoleniem mojej córki i pokoleniem moich wnuków porozmawiać o was samych.

Widzę, że jest między nami Pan prezydent Austrii Alexander Van der Bellen. Pamięta Pan, Panie Prezydencie, kiedy gościł Pan mnie i kierownictwo Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego, kiedy mówiliśmy o tamtych czasach. W pewnym momencie użył Pan takiego sformułowania: „Auschwitz ist nicht vom Himmel gefallen”. Auschwitz nie spadło z nieba. Można powiedzieć, jak to się u nas mówi: oczywista oczywistość.

No jasne, że nie spadło z nieba. Może się to wydawać banalnym stwierdzeniem, ale jest w tym głęboki i bardzo ważny do zrozumienia skrót myślowy. Przenieśmy się na chwilę myślami, wyobraźnią we wczesne lata 30te, do Berlina. Znajdujemy się prawie w centrum miasta. Dzielnica nazywa się Bayerisches Viertel, Bawarska Dzielnica. Trzy przystanki od Kudammu, ogrodu zoologicznego. Tam, gdzie dziś jest stacja metra, jest Bayerischer Park – Park Bawarski. I oto jednego dnia w tych wczesnych latach 30. na ławkach pojawia się napis: „Żydom nie wolno siadać na tych ławkach”. Można powiedzieć: nieprzyjemne, nie fair, to nie jest ok, ale w końcu jest tyle ławek dookoła, można usiąść gdzieś indziej, nie ma nieszczęścia.

Była to dzielnica zamieszkała przez inteligencję niemiecką pochodzenia żydowskiego, mieszkali tam Albert Einstein, noblistka Nelly Sachs, przemysłowiec, polityk, minister spraw zagranicznych Walter Altenau. Potem na pływalni pojawił się napis: „Żydom zabroniony wstęp do tej pływalni”. Można znów powiedzieć: nie jest to przyjemne, ale Berlin ma tyle miejsc, gdzie można się kąpać, tyle jezior, kanałów, prawie Wenecja, więc można gdzieś indziej.

Jednocześnie gdzieś pojawia się napis: „Żydom nie wolno należeć do niemieckich związków śpiewaczych”. No to co? Chcą śpiewać, muzykować, niech zbiorą się oddzielnie, będą śpiewali. Potem pojawia się napis i rozkaz: „Dzieciom żydowskim, niearyjskim nie wolno bawić się z dziećmi niemieckimi, aryjskimi”. Będą się bawiły same. A potem pojawia się napis: „Żydom sprzedajemy chleb i produkty żywnościowe tylko po godzinie 17”. To już jest utrudnienie, bo jest mniejszy wybór, ale w końcu po godzinie 17 też można robić zakupy.

Uwaga, uwaga, zaczynamy się oswajać z myślą, że można kogoś wykluczyć, że można kogoś stygmatyzować, że można kogoś wyalienować. I tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać – i ofiary, i oprawcy, i świadkowie, ci, których nazywamy bystanders, zaczynają przywykać do myśli i do idei, że ta mniejszość, która wydała Einsteina, Nelly Sachs, Heinricha Heinego, Mandelsonów, jest inna, że może być wypchnięta ze społeczeństwa, że to są ludzie obcy, że to są ludzie, którzy roznoszą zarazki, epidemie. To już jest straszne, niebezpieczne. To jest początek tego, co za chwilę może nastąpić.

Władza ówczesna z jednej strony prowadzi sprytną politykę, bo np. spełnia żądania robotnicze. 1 maja w Niemczech nigdy nie był świętowany – oni, proszę bardzo. W dzień wolny od pracy wprowadzają Kraft durch Freude [„siła przez radość”]. A więc element wczasów robotniczych. Potrafią przezwyciężyć bezrobocie, potrafią zagrać na godności narodowej: „Niemcy, podnieście się ze wstydu wersalskiego. Przywróćcie swoją dumę”. A jednocześnie ta władza widzi, że ludzi tak powoli ogarnia znieczulica, obojętność. Przestają reagować na zło. I wtedy ta władza może sobie pozwolić na dalsze przyspieszenie procesu zła.

I potem następuje już gwałtownie, a więc: zakaz przyjmowania Żydów do pracy, zakaz emigracji. A potem nastąpi szybko wysyłanie do gett: do Rygi, do Kowna, do mojego getta, łódzkiego getta – Litzmannstadt. Skąd większość zostanie potem wysłana do Kulmhofu, Chełmna nad Nerem, gdzie zostanie zamordowana gazami spalinowymi w ciężarówkach, a reszta trafi do Auschwitzu, gdzie zostanie wymordowana cyklonem B w nowoczesnych komorach gazowych. I tutaj sprawdza się to, co powiedział Pan Prezydent: „Auschwitz nie spadł nagle z nieba”. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, aż stało się to, co stało się tutaj.

Moja córko, moja wnuczko, rówieśnicy mojej córki, rówieśnicy mojej wnuczki – możecie nie znać nazwiska Primo Levi. Primo Levi był jednym z najsłynniejszych więźniów tego obozu. Primo Levi użył kiedyś takiego sformułowania: „To się wydarzyło, to znaczy, że się może wydarzyć. To znaczy, że się może wydarzyć wszędzie, na całej ziemi”.

Podzielę się z wami jednym osobistym wspomnieniem: w roku ’65 byłem na stypendium w Stanach Zjednoczonych w Ameryce i wtedy był szczyt batalii o prawa ludzkie, o prawa obywatelskie, o prawa dla ludności afroamerykańskiej. Miałem zaszczyt brać udział w marszu z Martinem Lutherem Kingiem z Selmy do Montgomery. I wtedy ludzie, którzy dowiadywali się, że byłem w Auschwitz, pytali mnie: „Jak myślisz, to chyba tylko w Niemczech coś takiego mogło być? Czy mogłoby być gdzie indziej?”. I ja im mówiłem: „To może być u was. Jeżeli się łamie prawa obywatelskie, jeżeli się nie docenia praw mniejszości, jeżeli się je likwiduje. Jeżeli nagina się prawo, tak jak to czyniono w Selmie, wtedy to się może zdarzyć”. Co zrobić? Wy sami, mówiłem im. Jeśli potraficie obronić konstytucję, wasze prawa, wasz porządek demokratyczny, broniąc praw mniejszości – wtedy potraficie to pokonać.

My w Europie w większości wywodzimy się z tradycji judeochrześcijańskiej. Zarówno ludzie wierzący, jak i niewierzący przyjmują jako swój kanon cywilizacyjny dziesięcioro przykazań. Mój przyjaciel, prezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Roman Kent, który przemawiał w tym miejscu pięć lat temu w czasie poprzedniego jubileuszu, nie mógł tu dziś przylecieć. Wymyślił 11. przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny.

I to chciałbym powiedzieć mojej córce, to chciałbym powiedzieć moim wnukom. Rówieśnikom mojej córki, moich wnuków, gdziekolwiek mieszkają: w Polsce, w Izraelu, w Ameryce, w Europie Zachodniej, w Europie Wschodniej. To bardzo ważne. Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana. Istotą demokracji jest to, że większość rządzi, ale demokracja na tym polega, że prawa mniejszości muszą być chronione. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek władza narusza przyjęte umowy społeczne, już istniejące. Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny.

Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba.

Auchwitz nie spadło z nieba.

Auchwitz zaczęło się od – wydawałoby się? - małych rzeczy… zakazu siadania na ławkach w parku, od zakazu wejścia na pływalnie, od zakazu uczestnictwa w niemieckich związkach śpiewaczych...od zakazu wspólnej zabawy dzieci żydowskich z dziećmi aryjskimi...a potem zakazu sprzedaży chleba i artykułów żywnościowych do godziny 17…

Tak krok po kroku społeczeństwo oswajało się z tym, że można wykluczać , stygmatyzować, wyalienować.

Pamiętajmy o tych mądrych słowach Pana Mariana Turskiego.

Nie bądźmy obojętni…

Andrzej Jankowski
Dyrektor CIS

Moja ulubiona reklama. Święta. Boże Narodzenie.

Jedna z największych sieci fast foodów ma w tym roku… piękną, świąteczną reklamę.

Bardzo, bardzo mi się podoba.

Rodzina. Mama. Tata. On, młodszy brat. Starszy brat. Chcą kupić na Święta choinkę. Podjeżdżają do… takiego punktu, których teraz wszędzie pełno, punktu sprzedaży choinek. Oglądają… wszędzie same piękne drzewka, ale chłopiec takiego nie chce. Przygląda się dalej. Patrzy. Patrzy. Tej nie chce, tamtej nie chce. Za piękne. Same fantastyczne choinki. Aż tu… nagle w kącie… jest, przy przyczepie campingowej, przy samym… sympatycznym sprzedawcy!:)) Stoi. Przetrzebiona. Zagubiona, poturbowana… taka, taka niby byle jaka, taka że nikt by jej… nawet za darmo nie wziął! Ale On ją chce, właśnie tą… właśnie taką. Widzi w niej… coś wyjątkowego, widzi niepowtarzalność… widzi… potencjał, widzi zasób?;)) Rodzice nie dowierzają? Są zdziwieni?… pakują ją jednak na dach samochodu. Jadą. Jadą do domu? Do… wspomnianej sieci? Wjeżdżają na parking… i ta choinka, która… wydawała się… że do niczego! Jest… jest… Idealna. Idealna, po prostu.

W tle słychać fragment pięknej świątecznej piosenki „One Little Christmas Tree” Stevie Wondera.

Więc… dla Wszystkich Uczestników, Absolwentów programu CIS, dla Przyjaciół i niePrzyjaciół Centrum Idealnych Świąt Bożego Narodzenia… pełnych Uśmiechu. Radości. Miłości. Uważności. Czułości. Bliskości. Prostoty…

Wszystkiego Dobrego! :)))

Takich choinek w CISie jest mnóstwo… a po chwili, po tygodniach, miesiącach okazują się Idealne.

I to jest Piękne w tej robocie…

Andrzej Jankowski
Dyrektor CIS

 

…żebyście czarnej nocy nie czynili,
w biały dzień.

Bronisława Wajs (Papusza)

PRZYCHODZĘ DO WAS
(me jawjom ki tume)

Nie przyszłam do was, byście jeść mi dali.
Przychodzę, byście chcieli mi uwierzyć.
Nie przyszłam do was po wasze pieniążki.
Przychodzę, byście rozdali je wszystkim.
Przychodzę do was z podartych namiotów,
wiatr je poszarpał i zabrała woda.
Proszę was wszystkich, proszę starych ludzi
i małe dzieci, i piękne dziewczyny,
zbudujcie domy srebrne jak namioty,
co w lesie stoją pobielane mrozem!
Nie przyszłam do was po wasze pieniążki.
Przychodzę, byście wszystkich przyjąć chcieli,
żebyście czarnej nocy nie czynili,
w biały dzień.

1953

A może to jakieś Przesłanie?
Może przesłanie na te czasy? Na nowe czasy?
Czasy, gdzie nie ma już prawie bezrobocia?
Gdzie bezrobocie jest na poziomie… 3,1 – 3,4% (w Bydgoszczy, w naszym mieście na przykład)?
Coraz więcej w Centrum Integracji Społecznej… starszych osób, którym niewiele zostało do wieku emerytalnego, 61… 62, 63 letnich mężczyzn, 50cio… kilku letnich kobiet, coraz więcej… matek samotnie wychowujących dzieci i mogących świadczyć prace tylko na jedną zmianę (zwykle tylko z jednym dzieckiem bo… z dwójką, trójką, tym bardziej czwórką dzieci już… chyba nie warto?), coraz więcej osób… z problemem alkoholowym, uświadomionym… w jakieś części „przepracowanym”, bądź jeszcze nie… coraz więcej osób… niepełnosprawnych, zaburzonych… chorych, gdzie trzeba często przedsięwziąć cały plan pracy socjalnej i pomocy terapeutycznej, coraz więcej osób, które nie pracowały zawodowo… 10? 12?… 15?… a nawet ostatnio… 20 lat. Coraz więcej osób młodych… bez żadnego – oprócz podstawowego, nie mylić z gimnazjalnym – wykształcenia, gdzie nigdy jeszcze wcześniej nie pracowali, gdzie smartfon jest… dostarczycielem czego… wszystkiego? I gdzie praca niekoniecznie jest wartością. Coraz więcej osób patrzących na kryteria do 500 plus, a żeby nie przekroczyć… coraz więcej osób poniżej normy intelektualnej, wymagających codziennego… systematycznego, metodycznego wsparcia… Coraz więcej bezdomnych, przebywających zarówno w Centrum Pomocy dla Bezdomnych Mężczyzn, jak i w Centrum Pomocy dla Bezdomnych Kobiet i Matek z Dziećmi.
Ale… tak jest, tak pewnie będzie… taka rzeczywistość… taki czas. Takie bezrobocie.
Taki rynek pracy. Taka rzeczywistość.
Ale…

Nie przyszłam do was, byście jeść mi dali.
Przychodzę, byście chcieli mi uwierzyć.

I dalej:

Nie przyszłam do was po wasze pieniążki.
Przychodzę, byście wszystkich przyjąć chcieli,

żebyście czarnej nocy nie czynili,
w biały dzień.

To takie… tak sobie myślę… przesłanie na te czasy.
Byśmy nie zapomnieli. Byśmy pamiętali. Byśmy wiedzieli, że… jeszcze dużo osób, które chciałyby zmienić swoje życie, które… tylko może poprzez Indywidualny Program Zatrudnienia Socjalnego, z naszą pomocą… wrócą na rynek pracy, podejmą pracę… staną się samo-Wystarczalni ekonomicznie. Będą mogli godnie żyć, będą mogli pracować i spełniać swoje marzenia.

„Wierzę w prostą prawdę: każda osoba jest osobą” - powiedziała kiedyś Margaret Atwood (autorka tak bardzo teraz znanych – z serialu - „Opowieści podręcznej”.

Rzeczywiście, prawda to bardzo prosta, ale wiara w nią - niezmiernie trudna. Zwłaszcza gdy… ktoś ma 48 lat i 20 ostatnich lat nigdzie nie pracował, był w domu i… jakoś tak zleciało? Bo nikt nie pomógł ażeby… zdiagnozować… w czym jest problem? Albo… gdy żona nagle w śnie zmarła i… świat mi runął i… piłem, piłem… bo co miałem robić? Gdy… już kilka lat jestem w schronisku, a wcześniej miałem udar i zawał serca, a nie mam stopnia niepełnosprawności, bo nie wiem jak to się załatwia?

Każda Osoba jest Osobą.
Każdy Człowiek jest Człowiekiem. Tylko… i tu znowu Papusza… uwierz mi, uwierz w moją historię.

Podczas zajęć – w ramach tzw. reintegracji społecznej – są warsztaty motywujące, terapeutyczne, aktywizujące, psychoedukacja… grupa wsparcia… etyka, WOS, orientacja zawodowa… kreatywność, komputery…
Ale też jest… wspólne… gotowanie, jazda na rowerze… grzybobranie, sprzątanie świata… jest… sprzątanie zapomnianych, samotnych grobów… jest wspólna zabawa – dyskoteka, karaoke… karnawał, świętowanie (ostatnio po raz kolejny Dnia Niepodległości i… wspólne śpiewanie Mazurka Dąbrowskiego, Pierwszej Brygady, Ułani przybyli do okienka… O mój rozmarynie i… test historyczny i rogale Św. Marcina:)), jest też kino, film. Dobry film.

Ostatnio cały CIS był na „Bożym Ciele”.
Bardzo dobry film.
W największym skrócie to film o… Wykluczonym, który na swojej drodze spotyka… Wykluczonych, którzy z kolei…Wykluczają Inną.

Małe miasteczko, bardziej wieś?Gdzieś na Podkarpaciu. Społeczność porzucona, której odebrano głos. I nagle… znikąd przychodzi do nich ktoś podobny, ktoś kto ich zauważa - podający się za księdza dresiarz z poprawczaka, ze zniszczoną całkowicie przeszłością, w którym policjant na odległość wyczuwa „gnidę”!? Dla niego też najbardziej liczy się to, że zostanie przez nich zauważony. Staje się to możliwe dlatego, że założył koloratkę, inaczej by mu nie zaufali. Lepsze było dla niego takie zauważenie niż żadne.

Reżyser pokazuje Kościół jako miejsce, którego ciągle potrzebujemy, które jest centrum naszego świata, ale… gdzie szukamy Boga i wiary chrześcijańskiej, a nie… kościelnej.
Znamienna jest końcówka filmu… gdy znajomy Daniela – Pinczer, grający też pewnie poniekąd rolę Judasza, krzyczy do niego „Nie Ty!”, odciągając podrabianego księdza od innego, „twardego” chłopaka - Bonusa, któremu zaraz zrobi miazgę z mózgu, to przecież nie dlatego, że lubi słuchać jego kazań. Działa, myślę… intuicyjnie?…chce zachować w sobie wiarę, że… przemiana, Cud Przemiany jest możliwy!?
Tak myślę. Tak rozczytuję zakończenie.
Też wierzę w Przemianę.
Też ciągle wierzę w… Pomaganie.
Dawanie… prawdziwej Szansy na Zmianę. Przemianę.

Andrzej Jankowski
Dyrektor CIS

Pocztówka z wakacji. Pocztówka z...marzeń! ;))

Nasz uczestnik, nasz absolwent,Pan Grzegorz, edycja 32, pisze tak:

Witam Szanowne Grono CIS

To ja ten „klient” który męczył Was od lutego 2014r., razem z 32 edycją.

Tak jakoś mnie naszło i chciałbym cokolwiek napisać. Pomyślicie, że chcę się pochwalić – a co mi tam!:)

To od początku:

Na jednych z pierwszych zajęć zadano mi pytanie: gdzie chciałbym pojechać i co bym chciał zobaczyć? No i co musiałem Wszystkich z mojej grupy przelicytować i wypaliłem : Być na Murze Chińskim. Tak mi to się utrwaliło w mej mądrej no i ładnej główce, że o niczym innym nie myślałem tylko jak to zrealizować. W grudniu zeszłego roku odszedłem na długo oczekiwaną i zasłużoną emeryturę, a w styczniu bieżącego roku zacząłem załatwianie wszystkich formalności. No i 14 maja obrałem kierunek Spełnienia Mego Marzenia!:))

Powrót do naszej szarej rzeczywistości nastąpił 22 maja.

A co mi tam poleciałem, byłem, zobaczyłem no i wróciłem!:))

Chciałem poprosić o azyl, ale oni uważają się za ludzi Państwa Środka i że są kimś, a my jesteśmy dla nich po prostu barbarzyńcami dlatego też wróciłem.

I to na tyle mego wypracowania, a teraz na poparcie mych słów spróbuję dołączyć kilka fotek (zrobiłem ich ok. 700), bo wszystkimi bym Was zamęczył!;))

Teraz kończę to moje wypracowanie (chyba nie muszę dodawać, że jestem WIELKI) .

POZDRAWIAM Grzegorz, Grzegorz Wielki, edycja 32.

Pan Grzegorz mimo początkowego...jakby to określić?….sceptycyzmu okazał się fantastycznym uczestnikiem programu Centrum Integracji Społecznej, a później już bardzo dobrym pracownikiem spółki „ProNatura”.

Poprzez 6 miesięczny staż zawodowy pokazał swoje bardzo duże umiejętności zawodowe, został mechanikiem, ślusarzem na Wypaleniskach, a potem został przekierowany – w ramach spółki - na nowo powstającą Spalarnie odpadów, na Bydgoskim Parku Przemysłowo-Technologicznym.

Dopracował w „ProNaturze” do emerytury.

Jak zaczynał nasz program miał 61 lat, twierdził, że już nikt takiego „starego dziada” (tak, tak twierdził) nie chce, że nie znajdzie pracy! Mimo – w końcowym okresie zatrudnienia – problemów ze zdrowiem, dotrwał do końca, otrzymał jeszcze odprawę emerytalną i….jak się teraz okazało, spełnił swoje największe marzenie!

Chiny. Mur Chiński.

To piękne jest! Wyjątkowe! To nadaje też sens, sens naszej pracy! Taka historia. Spełnić swoje największe marzenie w wieku 66 lat.

Marzenia są w każdym z nas - może dlatego, że zawsze chcemy czegoś więcej. Ale prawda jest taka, że często niestety boimy się marzyć, ponieważ boimy się porażki.

Marzenia wpływają, myślę, na poziom naszych osiągnięć życiowych. Pomagają łączyć pozornie rozbieżne idee, pomysły i plany. Wpływają na zwiększenie umiejętności panowania nad sobą i zdecydowanie rozwijają naszą kreatywność. Przecież najlepsze pomysły rodzą się wtedy, gdy przestajemy intensywnie myśleć o rozwiązaniu danego problemu, kiedy się oderwiemy, odwrócimy uwagę od meritum sprawy i wtedy nierzadko bum!:)) Jest. Jest pomysł. Jest plan. Idea. Marzenie.

Ludzie, którzy marzą zmieniają świat. Zmieniają swoje otoczenie.

Szczególnie Ci, którzy sięgają po to, co wydaje się niemożliwe – podróżnicy, wynalazcy, artyści, wielcy przywódcy.

Gdy inni twierdzą, że coś jest niemożliwe, oni idą i to robią! Spełniają swoje marzenia!

My też, dążąc do spełnienia marzeń, przekraczamy własne granice – robimy kolejne studia podyplomowe, zakładamy rodzinę, budujemy dom, piszemy książkę, a wreszcie – nawiązując do CIS w Bydgoszczy - zdobywamy pracę po kilku, kilkunastu latach bezrobocia...

Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać – mawiał Walt Disney. Jego biografia pt. „Potęga marzeń” opowiada o tym, jak biednemu chłopcu z małego miasteczka udało się stworzyć jedną z największych korporacji rozrywkowych na świecie.

Więc...marzmy, bo marzenia są naszą inspiracją, by sięgać Wyżej, by osiągnąć Więcej!

Andrzej Jankowski
Dyrektor CIS

W załączeniu zdjęcia Pana Grzegorza z Jego wyprawy do Chin. :))

więcej »